środa, 1 kwietnia 2015

                                     Rozdział 3-,,Lucy umarła ''    

Lucy;
Obudziłam się w ciemnym pomieszczeniu bez okien. Pierwsza moja myśl-gdzie są moje klucze? Powoli uklękłam i spojrzałam w dół SĄ.Ucieszyłam się i chciałam po nie sięgnąć ale zobaczyłam kajdany na mojich nadgarstkach. Wstałam i przełożyłam nogin przez ręce po czym wyciągnęłam jeden ze złotych kluczy.
-Otwórz się bramo do lwa; Loki!
I nic.
-ach -westchnęłam jednak nie są tacy głupi założyli mi kajdany niwelujące moc.
-Ooo nasza księżniczka się obudziła.-Do pomieszczenia wszedł fioletowłosy mężczyzna.Na jego stwierdzenie prychnęłam pogardliwie.
-Co nie podoba ci się tu blądi? - Naplułam na jego buty, a co niech ma za nazwanie mnie ,,blądi''
-Osz ty, tak się bawić nie będziemy!-spoliczkował mnie na co do celi wszedł jakiś jego kolega.
-Ej Seiji, szef kazał by była cała.
-Nie moja wina że mnie sprowokała.
-Dobra ja nic mu nie powiem, bierz ją już czas.-zdezorientowana spytałam:
-Czas na co?
-Oto się nie martw mamy spotkanie z Salamandrem, a ty jesteś zakładniczką.
Stanęli po mojej lewej i prawej stronie in teleportowaliśmy się.
Natsu:
Gdy dobiegłem byla 11:00 nie mając wyboru po prostu czekałem.
-Natsu uratujemy ją prawda?-ze zmartwieniem spytał Happy.
-No jasne, przecież jesteśmy magami z Fairy Tail.-krzywo się uśmiechnąłem. Zamyślony siedziałem na kamiennej fontannie gdy nagle usłyszałem jakieś niepokojące dżwięki. Podniosłem głowę a przedemną pojawiały się kolejne osoby.Teleportacja dlatego nie mogłem ich wywęszyć.Na samym końcu pojawiła się Lucy ze spuszczoną głową w obstawie jakichś deóch osiłków.
-Lucy!!-gdy mnie usłyszała podniosła głowę i zobaczyłem czerwony ślad na jej policzku,  wściekłem się.
-Natsu!!
Na czele szajki pojawił się jakiś łysy koleś.
-Czego od nas chcesz?
-Od was nic, tylko od ciebie, chcę twojej mocy.
-Nigdy!-krzyknąłem i zacząłem walkę. Nagle jeden z nich kopnął Lucy w brzuch.
-Czemu jej to robicie?
-Jeśli dalej będziesz stawiać opór ona zginie!
-Co, no dobra ale macie jej nie ruszać.
-Co Natsu, nie rób tego!
Poddałem się i mnie skuli.
-Hehehe naprawdę jesteś taki naiwny?-powiedziawszy toi zyciągnął miecz z pochwy i podszedł do blądynki.
-Co nie, przecież mnie macie!
-A to nauczka!
Miecz świsnął i przebił kruche ciało Lucy na wylot.Spojrzałem na jej twarz na której widniał szczery uśmiech skierowany do mnie. Zaczęła upadać.
-Lucy, nie!!!!
Chwilę po dotknięciu jej ciała o bruk zaczęła mienić się złotym światłem, a gdy zgasł jej już nie było.Kazałem Happiemu lecieć po pomoc, straciłem kontrolę i dalej już nic nie pamiętam.

                                                                                                                                       ~Hoshi
                                                     

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz